Moje pierwsze ćwierć i półkrzyżyki

Sezon świąteczny czas zacząć. Zaczęłam dość ambitnie i zaczęła od wzoru, który zawierał ćwierć i pół krzyżyki. Nigdy ich nie robiłam, więc stwierdziłam, że czas zacząć. Na mój debiut wybrałam prosty i świąteczny wzorek bucika. Będzie to ozdoba na choinkę.



Muszę się przyznać, że pierwsze krzyżyki musiałam pruć. Nie wszystko wychodziło jak trzeba, ale rezultat bardzo mi się spodobał.



Kiedy piszę ten post, jestem na etapie kolejnego haftu, tym razem na bombkę. I tutaj próbuję polecanej przez Was techniki rozpoczynania nitki na prawej stronie. Pierwsze próby były nieudolne, ale teraz bardzo mi się ta technika spodobała. Miałyście rację, że jest bardzo prosta.




Od roku mam nową choinkę. Jest bardzo malutka i pozbawiona ozdób. Mam więc motywację do pracy przy malutkich wzorach. Mimo, że nie jestem w nich zakochana, to jednak je polubiłam. Potrafią być urocze. A co słychać u Was?

Stitch in time - karta 1

Udało mi się dokończyć kartę pierwszą i cieszę się nią jak dziecko z cukierka. A to dopiero pierwsza karta. 



 Kiedy decydowałam się na wzór kierowała mną fascynacja ilością kolorów. Obraz ma coś takiego w sobie, że hafciarka zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. Tak było ze mną. 




Ale w każdym ogrodzie czają się węże. Mnogość kolorów i bardzo częsta zmiana tych kolorów czasami męczy. Ale warto, efekt jest piorunujący. Mimo tego fajnie się go wyszywa. Lubię kolory i jest miłą odskocznią od ciemnych barw Sacred Hour. 





Niestety muszę z przykrością stwierdzić, że obraz ten zweryfikował moją potrzebę posiadania ramy. 

Zmiana kolorów jest tak częsta, że ciągłe przewijanie ramy na lewą stronę by zakończyć kolor stawało się męczące.  Zdecydowanie lepiej mi wyszywać ten wzór na tamborku. Na ramie wylądował Sacred Hour. Zobaczę jak będzie mi się wyszywać. 


 

Wybaczcie jakość zdjęć. Mój aparat  zaczyna się już psuć. Idą święta, więc może Mikołaj mi coś fajnego przyniesie :)

Sacred Hour i kolejna odsłona

No i powracam do żywych blogerów. Ostatnio jakoś opuściła mnie wena pisarska i ciężko byłoby się zebrać na tego posta. A szkoda, bo ukończyłam kolejną kartę. 6 kart za mną ale jeszcze 19 przede mną. Zresztą nawet i dobrze bo nie ukrywam, że lubię wyszywać tego kolosa i na pewno będzie mi za nim tęskno. Tymczasem szósta karta wygląda tak: